Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   .www.blackwhitearchitecture.com

 

autor: Radoslaw Zubrycki – architekt, poeta, pisarz

 

 

[ Tekst opublikowany bez korekty ]

 

 

 

‘ Funtus Brytanicus ‘

 

 

 

Nie wiem czy to pasożyt, czy może forma symbiozy, ale toczy mnie w środku choroba. Nie spędza mi to specjalnie snu z powiek, bo ta choroba toczy, tak mnie, jak i wszystkich wokół. Jednakże świadomość jej istnienia dręczy. Dolegliwość nazywa się ‘ Funtus Brytanicus’, a rejonem jej występowania jest obszar Zjednoczonego Królestwa.

Można powiedzieć, że jest to pasożyt mentalny, bo choć ma postać realną i fizyczne wymiary, to fizycznie nigdy nie wnika w ciało człowieka. ‘Funt’ raczej przyczepia się do świadomości; przykleja się, wtapia, a może osnuwa lub oplata. Funt omamia umysł szerokimi mackami dobrobytu. To pasożyt stanu ducha, którym raz zarażeni nigdy już nie wrócimy do pełnego zdrowia. Można nawet powiedzieć, że nie wrócimy do zdrowia w ogóle. O ile zdrowiem nazwiemy stan poprzedni. A czymże on był? Wolnością? Świadomością, że możemy wszystko? Stanem permanentnego marzycielstwa? A może po prostu był biedą, kiedy jedyne, co realnie można robić, to właśnie marzyć.

Przeczytałem nie dawno komentarz jakieś niewiasty, że na wyspach nie sposób spędzić jednej godziny bez rozmowy o pieniądzach. Niezależnie czy mówimy o cenie wynajmu, wysokości ubezpieczenia, zarobkach czy tygodniowych wydatkach na prąd, każdy z każdym rozmawia o pieniądzach. Każdy i z każdym, nie zależnie od stopnia spokrewnienia i długości znajomości rozmawia o kasie, zawsze o kasie. Niewiasta zrobiła owy komentarz jedynie w celu podkreślenia faktu jak ciężko jest znaleźć ‘ intelektualistę ’ wśród emigrantów... bo wszyscy mężczyźni mówią tylko o pieniądzach. Ja jednak znalazłem w tej wypowiedzi drugie dno.  Otóż skoro ta emigracja jest tak płytka, warunki fatalne, pogoda do d..y, ludzie zawistni, a wokół tylko wszechobecny wyzysk i żądza pieniędzy, to dlaczego, tak wielu przyjechało, a ci nawet co wrócili, dlaczego przyjeżdżają z powrotem? A przecież większość emigrantów zarobkowych to ludzie z wykształceniem humanistycznym – ‘ intelektualiści ‘.

 

Odpowiedzi mogą być dwie. Po pierwsze, jesteśmy tu i wracamy, bo kochamy to miejsce; bo lubimy naszych tutejszych sąsiadów, lokalne potrawy i wspaniałą pogodę. Lub, opcja druga, i chyba bardziej prawdopodobna - jesteśmy chorzy – chorzy na ‘funta’. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że wszystkich nas zainfekowała ta sama choroba. ‘ Funtus Brytanicus ‘. Jest to choroba przewlekła i nieuleczalna, ale niestety nie jest śmiertelna. Wręcz przeciwnie, to choroba, która budzi ludzi do życia, a czasami nawet nie pozwala umrzeć. Jest to choroba, która sprawia, że życia zamieniają się z prozy w ballady, szarości w róże, a gehenny w bajki. To choroba, którą zarazić się można tylko w jeden sposób – trzeba zacząć zarabiać.

 

‘ Funtus Brytanicus ‘ nie jest zbyt uciążliwy w czasach hossy, lecz w czasach kryzysu naprawdę dręczy. Dręczy brak funtów w kieszeni. Każdego ranka i każdego wieczora. Raz, kiedy pytam siebie przed lustrem ile dzisiaj zarobię, i potem, kiedy odpowiadam ile zarobiłem.  ‘ Co jeszcze mogę zrobić, aby mieć więcej? ‘ – powtarzam, jak pacierz przed snem. Zresztą nie tylko ja, każdy z nas. Ta choroba zrasta się z człowiekiem z każdym dniem coraz bardziej. Raz uaktywniona nie daje się zniszczyć nigdy. Funtów nigdy nie zarabia się dość, aby móc przestać.

Trzeba jednak pamiętać, że podobnie jak inne choroby psychiczne, również ta nie ma widocznych objawów; przynajmniej nie takich, którym można by przeciwdziałać. Ta choroba rodzi się powoli, w zasadzie samoczynnie i bez naszego udziału. Myśl o funtach wkrada się wraz z miesiącami pracy, kolejnymi payslipami składanymi do skoroszytów, kolejnymi kartami bankowymi chowanymi w portfelach. Początkowo nie widać choroby, a jedynie przyjemny stan ducha.  Najpierw ekscytacja, potem afirmacja, a potem zatracenie w szczęściu. Człowiek odkrywa w sobie pokłady osobowości, o których istnieniu, nie miał pojęcia. Pojawia się potrzeba posiadania, potrzeba dopieszczenia, dogadzania, poznawania nowych smaków, potrzeba luksusu, szaleństwa, hedonizm. Pojawiają się dyskretne  sny o ekstrawagancji, małe szaleństwa i uwalnianie skrywanych pragnień. Pojawia się tolerancja na szaleństwa i odmienności innych; pojawiają się skrywane moce i potrzeby. To stany ducha, dostępne jedynie w dobrobycie. A ceną za ich przeżywanie nie jest bynajmniej żal za grzechy, ale nieumiarkowanie. I tak ktoś, kto chciał mieć Ipoda, chce mieć Ipada. Ktoś kto miał skodę, pragnie mercedesa. Właściciel mieszkania marzy o przestronnym domu na wsi, a drobny akcjonariusz o prezesurze w największym z banków. A najtrudniejsza do zniesienia jest świadomość, że to pożądanie nie ma końca. Nieumiarkowanie nie kończy się na sytości. Nieumiarkowanie nie kończy się nigdy. Raz rozbudzony głód zawsze będzie palił umysł potrzebą posiadania.

W ciągu pierwszych lat pracy, ta choroba niespostrzeżenie zmienia nasze życia, ideały i marzenia. To, co kiedyś było dla nas ważne, staje się małostkowe i śmieszne, to, co było nieosiągalne, jest codzienne i nudne. My sami, zamiast odkrywać w sobie zdobywcę, zadowalamy się rolą wasala-krasnala, zawsze gotowego do pomocy, zawsze z uśmiechem na ustach. Dobrze nagrodzeni, za dobrą robotę utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy na najlepszej drodze do szczęścia. Dopingować nas w tym przekonaniu mają przedmioty magiczne – Ipody, Ipady, Iphony, a może niedługo i-premie, za które będziemy mogli kupować i-szczęście.

 

Funt to choroba. Powiedzmy to szczerze. Tak jestem chory i ty też jesteś chory. Patrzysz na funty, trzymasz je w dłoni i jest ci przyjemnie..? Nie masz funtów.. czujesz smutek..? To symptomy. Mógłbym powiedzieć zgłoś się do poradni, ale nikt nie leczy z chciwości, podobnie jak nikt nie neguje dobrobytu. Nie wiem nawet czy nazwanie tego stanu chorobą coś zmienia. Bo w przypadku samo przyznania się do alkoholizmu czy narkomanii robimy pierwszy krok do uzdrowienia. Co jednak, kiedy odkrywamy zakażenie ‘ funtem’. Nic. Nie mamy poczucia winy, ale raczej niedosyt. Bo przecież minęło już tak wiele czasu, a my ciągle nie mamy tak wiele funtów jakbyśmy chcieli, .. jakbyśmy mogli.. jak inni. Mamy więcej i chcemy więcej, a to pragnienie będzie towarzyszyło nam już zawsze.

Funt to choroba świadomości, w którym umysł spotyka sprzeczne potrzeby. Nasze romantyczne dusze spotykają nasze nieznośnie materialne ciała. I problem dodatkowy, nasza przynależność do społeczeństwa ludzi, którzy byli wychowywani w zupełnie inny sposób – w Polsce. Nie miejmy jednak złudzeń. Jesteśmy tutaj, lub wracamy tutaj, tylko dlatego, że zaraziliśmy się ‘ funtem ‘ i już nigdy się z tego nie wyleczymy. Nie miejmy również złudzeń, że nasze dzieci będą inne. Fakt, że stać nas na ich godne dzieciństwo, nie uratuje ich osobliwej polskiej odmienności. Wręcz przeciwnie, zabije ją szybciej. Być może kilkoro z nich będzie wciąż pamiętało świat bez funta, ale śmiem twierdzić, że większość wsiąknie w to bezkompromisowe, komercyjne społeczeństwo bez trudu, żalu i wspomnień. I nie powstrzyma ich nasze przeświadczenie o tym, że pieniądze szczęścia nie dają.

 

Radosław Żubrycki 2010

 

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem autora. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone.

Wszelkie publikacje, całości lub fragmentów  bez konsultacji z autorem będą

traktowane jako naruszenie praw autorskich i majątkowych.

 

_______________________________________________________________________________

 

 

Tekst jest oryginalnym dziełem. Prawa autorskie i majątkowe zastrzeżone. Wszelkie publikacje jedynie po konsultacjach z autorem. rad_zubr@yahoo.com  www.radoslawzubrycki.com   www.cattonii.com   2010